Dlaczego R&B na zawsze zmieniło muzykę

33

Wszystko zaczęło się od protestu w czasopiśmie branżowym. Jerry Wexler ukuł termin rhythm and blues w 1947 roku podczas redagowania list przebojów magazynu Billboard. Miał dość oglądania płyt czarnych artystów opatrzonych obraźliwymi tytułami, takimi jak „Harlem Hit Parade”, „Sepia” czy „Race”. Zmienił więc terminologię. 17 czerwca 1949 roku magazyn oficjalnie zmienił nazwę wykresu. Już od dwóch lat używał tego nowego wyrażenia w artykułach prasowych, ale oficjalna zmiana nazwy ugruntowała jego historię.

To nie była tylko zmiana nazwy. Oznaczało to narodziny gatunku, który połknął rock and rolla w całości.

Dźwięk miejskiego szyku

Jaka właściwie była ta muzyka?

Wyobraź sobie wyrafinowany dźwięk miejski. Tworzy się od lat 30-tych XX wieku. Louis Jordan był w awangardzie. Jego małe zespoły grały płyty bluesowe z niespodzianką. Teksty miały charakter humorystyczny. Rytmy są wesołe. Miał tyle samo wspólnego z napędzanym fortepianem bogo-woogie, co z klasycznymi formami delta bluesa.

Krytycy często nazywają go jazz-bluesem (jump blues). Położył podwaliny pod dominującą muzykę popularną czarnoskórych artystów podczas II wojny światowej i przez wiele lat nadal rządził na falach radiowych.

Jordan nie był sam. Scena była przepełniona talentami.

  • Amosa Milburna
  • Roya Miltona
    – Jimmy’ego Ligginsa
  • Joe Ligginsa
  • Floya Dixona
  • Winoni Harris
  • Wielki Joe Turner
  • Charlesa Browna

Ci artyści zdefiniowali epokę. Ich repertuar był różnorodny. Wiele utworów opierało się na klasycznej, 12-taktowej strukturze bluesa A-A-B. Ale wykonywali też proste piosenki popowe. Niektóre numery miały charakter instrumentalny i mocno nawiązywały do ​​lekkiego jazzu. Inni poruszali tematy pseudołacińskie. To było chaotyczne. Było jasno. To było nowe.

Jak rytm i blues wyszły poza wielkie zespoły

Rozłam w rytmie i bluesie nie dotyczył tylko dźwięku. Chodziło o skalę.

Rytm i blues wykonywany przez duże grupy opierały się na infrastrukturze big bandów. Wokaliści, na przykład ci, którzy śpiewali z Lucky Millinderem lub chórem Kent Basie (w skład którego wchodzili Turner i Jimmy Witherspoon), byli zatrudnianymi wykonawcami. Rozegrali to bezpiecznie. Grali ostro.

Potem pojawiły się małe grupy. Pięciu lub siedmiu uczestników. Bez dużej sekcji dętej powstrzymującej wszystkich. W takich składach każdy dostał swoją szansę na wykazanie się. Grupa Miltona jest klasycznym przykładem. Milton grał na perkusji i śpiewał. Camille Howard przejął fortepian i mikrofon. Saksofoniści – tenorowy i altowy – na zmianę wykonywali partie solowe.

Ale była jedna zasada.

Nie dotykaj gitary.

Jeśli pojawiła się gitara, to tylko po to, żeby utrzymać rytm. To wszystko. Solo na gitarze uznano za „country”. Niewybredny. Nie fajne.

Charles Brown doprowadził to do skrajności. W grupie Johnny Moore’s Three Blazers, a później jako niezależny lider, skład był wyjątkowo lakoniczny. Fortepian. Bas. Gitara. Ale partie solowe? Tylko Brown dotknął klawiszy. Gitara pozostała w tle. To było oświadczenie.

Przeniesienie środka ciężkości z Los Angeles do Nowego Jorku

Wczesne nagrania powstały w Los Angeles. Rynek kontrolowały marki Modern, RPM i Specialty. Lokalne niezależne wytwórnie. Lokalne dźwięki.

Potem Atlantic Records zmieniło grę.

Założona w 1947 roku przez Ahmeta Erteguna i Herba Abramsona. Ertegun był synem tureckiego dyplomaty. Koneser jazzu. Abramson znał się na interesach. Razem przenieśli środek ciężkości branży do Nowego Jorku.

W 1953 roku dołączył do nich Jerry Wexler jako partner. On i Ertegun byli zdeterminowani, aby popchnąć rytm i blues do przodu. Zatrudnili muzyków jazzowych do pracy w studiu. Dbali o to, jak brzmią płyty. Inżynier Tom Dowd zapewnił czystość dźwięku.

Atlantic nie tylko nagrywał muzykę. Rozpoczęli karierę.

Przywieźli Ruth Brown. Laverne Baker. Podpisali kontrakt z Rayem Charlesem. W tamtym czasie Charles naśladował Charlesa Browna. Atlantic pomógł mu skręcić. Ten zwrot akcji stał się duszą.

Wexler i Ertegun współpracowali także z Clydem McPhatterem i Chuckiem Willisem. Obaj byli gigantami początku lat pięćdziesiątych.

Inne miasta również odegrały ważną rolę.

King Records w Cincinnati. Chess i Vee Jay w Chicago. Duke/Peacock w Houston. Sun Records w Memphis, zanim Sam Phillips zainteresował się Elvisem i rockabilly. J&M Studios w Nowym Orleanie nagrało wiele hitów dla wytwórni z Los Angeles. Mapa się powiększała.

Wielka rozbieżność: R&B kontra rock and roll

W połowie lat pięćdziesiątych granice się zatarły.

Rytm i blues nie są już muzyką dla nastolatków. Stało się popularną czarną muzyką dla wszystkich innych. Rock and roll z kolei nastawiony na pierwszą miłość. Konflikty pomiędzy rodzicami i dziećmi. Cięższy, mniej subtelny rytm.

Kto więc znalazł się na jakich listach przebojów?

Zespoły doo-wop? Rock and roll. Mały Ryszard? Rock and roll. Hank Ballard i Midnighters? Rock and roll.

Ale zasady były niejasne. Większość artystów wydała płyty mieszczące się w obu kategoriach. Dinah Washington, późniejsza ikona jazzu, pojawiła się na listach przebojów R&B. Instrumenty saksofonowe Joe Houstona, Chucka Higginsa i Sama („The Man”) Taylora pozostały w tradycji R&B. Jednak DJ-e używali ich jako muzyki przewodniej w radiu rock and rollowym.

Wiek odbiorców determinował gatunek.

Starsi słuchacze? Elektryczny blues Chicago i Memphis. Błotniste wody. Wyjący Wilk. B.B. Kinga. Choć nie mieli nic wspólnego z wokalistami big bandów z przeszłości, zostali sklasyfikowani jako R&B, ponieważ przemawiali do dorosłej publiczności. Król był wyjątkiem. Kiedy tylko mógł, używał rogów. Bardziej patrzył wstecz niż przed siebie.

Ike Turner połączył te światy.

Pianista, który został gitarzystą, pochodzi z Mississippi. Szukał talentów dla wytwórni. Przewodził Królom Rytmu. Kiedy ożenił się z Anną Mae Bullock, zmieniając jej imię na Tina, pojawiła się rewia Ike i Tina Turner.

Zmodernizowali brzmienie. Brak mosiądzu. Wokalistki wspierające wzorowane na Raelettes Raya Charlesa. Dźwięk stał się gęstszy. Mocniejszy.

Koniec pewnej ery

W 1960 r. rytm i blues się starzeją.

Nie umarł. Jest po prostu zmęczony.

Waszyngton. Karol. Ruth Brown. Teraz występowali w nocnych klubach. Nie w wielostartowych rewiach, które uczyniły je sławnymi.

Pojawiły się nowe nazwiska. Jackie Wilsona. Sama Cooke’a. Mieli dług wobec poprzedniego pokolenia. Ale byli postacią przejściową. Podobnie jak Charles tworzyli muzykę soul.

Oficjalnym znakiem zmiany był rok 1969.

23 sierpnia Billboard zmienił nazwę czarnej listy przebojów. To już nie był rytm i blues. To była dusza.

Preferowanym terminem stała się dusza.

Ale R&B nie zniknęło. Jest utrzymywany (konserwowany). W niektórych kręgach nadal odnosi się do praktycznie każdego gatunku czarnej muzyki po II wojnie światowej. Szeroki parasol. Nawiedzone dziedzictwo.

Muzyka poszła dalej. Znak pozostał.

Termin rhythm and blues całkowicie zmienił swoje znaczenie po tym, jak The Beatles otworzyli drzwi nowej fali. Brytyjskie zespoły nie tylko kopiowały brzmienie; na nowo zdefiniowali samo znaczenie tego terminu.

Weźmy na przykład The Rolling Stones. Nie grali czystego chicagowskiego bluesa, ale zmieszali go z rock and rollem wykonywanym przez afroamerykańskich wykonawców i nadal nazywali to R&B. Był to w równym stopniu chwyt marketingowy, co muzyczny.

„Dzisiaj zespół reklamujący się jako rytm i blues prawie na pewno podąża za tą tradycją, a nie za tradycją pierwszych pionierów tego gatunku”.

Nawet głęboko zanurzony w scenie mod-rockowej The Who nazwał swoje wczesne występy „Maximum R&B”. Po co? Aby przyciągnąć opinię publiczną. I zadziałało.

Kto podlegał wytwórni R&B?

Ta brytyjska fala stworzyła nową klasyfikację. Nie chodziło już tylko o purystów bluesowych.

  • Zwierzęta
  • Oni
  • Ładne rzeczy

Grupy te trzymały się etykiety R&B. Ale nie była to zasada uniwersalna. Bluesbreakers i Fleetwood Mac Johna Mayalla woleli prostszą definicję „zespołu bluesowego”. Ta różnica miała wpływ na percepcję publiczności.

Dziedzictwo jest jasne. Jeśli zobaczysz nowoczesną grupę podającą się za zespół R&B, istnieje duże prawdopodobieństwo, że kontynuuje ona strategię brytyjskiej inwazji. I nie dziedziczy tradycji afroamerykańskich pionierów z lat czterdziestych XX wieku. To brytyjska interpretacja postBeatlesowa.

Definicja ta utknęła w miejscu, ponieważ marketing okazał się skuteczniejszy niż historia.