Większość historii o superbohaterach każe nam wierzyć, że peleryny rozwiązują wszystkie problemy. Ale to nieprawda.
Strażnicy Alana Moore’a dokonali czegoś znacznie bardziej niebezpiecznego. Rozebrali ten gatunek jak w zegarku. Zastanawiali się: co się stanie, gdy osoba pozbawiona supermocy zostanie uderzona w twarz przez gościa, który potrafi wyciskać na ławce wagę czołgu? Odpowiedź nie była heroiczna. To było brudne i mylące.
Serial zdekonstruował ideę klasycznego bohatera komiksu. Zamiast błyszczącego spandexu i jasnych zasad moralnych Moore dał nam ludzi z wadami. Ludzie, którzy byli wściekli. Osoby dotknięte traumą przeszłości. Ludzi, którzy popełniliby zbrodnię w imię „sprawiedliwości”.
I świat zareagował. Nie oklaskami, ale strachem, sceptycyzmem i intrygami politycznymi.
To jest sedno jak Watchmen na nowo zdefiniował narrację o superbohaterach. To nie była tylko opowieść o mścicielach (ludziach działających poza prawem). Było to zimne i twarde spojrzenie na ludzką naturę pod presją.
Sztuka, która nadała realizm historii
Nie można mówić o Watchmen bez wspomnienia oprawy wizualnej. Dave Gibbons nie tylko rysował obrazy. Stworzył cały świat.
Jego sztuka była elegancka. Szczegółowy. Dokładny.
Każdy panel sprawiał wrażenie przemyślanego w najdrobniejszych szczegółach. Sposób, w jaki światło padało na moją twarz. Tekstura płaszcza. Układ miasta, który wydawał się żywy i przytłaczający. Nie była to czysta, jasna estetyka typowych komiksów z lat 80. To było trudne. Realistyczny. Osadził absurd superbohaterów w namacalnej rzeczywistości.
Dzieło Gibbonsa nie tylko wspierało fabułę. Zwiększyło to moralną dwuznaczność. W oczach bohaterów było widać zmęczenie. Waga ich wyborów.
Dlaczego jest to nadal ważne dzisiaj
Żyjemy w czasach, w których granice między bohaterem a złoczyńcą zacierają się bardziej niż kiedykolwiek. Popkultura pełna jest dekonstrukcji. „Chłopcy” „Niezniszczalni” (Niezwyciężeni). Nawet The Boys wydają się być bezpośrednim następcą tej rozmowy.
Ale Watchmen był pierwszym, który zrobił to z taką szczerością.
Zmusili czytelników do zmierzenia się z niewygodnymi pytaniami. Gdybyś miał supermoce, zostałbyś bohaterem? A może zostałbyś tyranem? A co z tymi, którzy walczą z przestępczością bez supermocy? Czy oni są bohaterami? A może po prostu przestępcy z kompleksem boga?
Te pytania nie są już nowe. Ale wtedy byli radykalni.
Seria nie dawała łatwych odpowiedzi. Zaproponowała lustro.
Dziedzictwo i wpływy
Przed Watchmenem komiksy o superbohaterach były w dużej mierze uważane za niszową rozrywkę. Sprawa dziecka. A przynajmniej coś, o czym ludzie dorastają i o czym zapominają.
Ten serial zmienił to postrzeganie. Udowodniła, że komiks potrafi podejmować dojrzałe tematy. Złożone narracje. Moralne szare strefy. Otworzyła drzwi dla całej fali wyrafinowanego opowiadania historii w tym medium.
Postacie to nie tylko archetypy. To są ludzie.
plama Rorschacha. Nihilizm komedianta. Powściągliwość doktora Manhattanu. Utylitaryzm Ozymandiasa. Każdy reprezentuje inne stanowisko filozoficzne. I żaden z nich nie ma racji. I nikt nie jest winny. To tylko ludzie.
Łatwo zapomnieć, jakie to było rewolucyjne. Jak bardzo to zmieniło dyskurs kulturowy. Teraz uważamy to za coś oczywistego. Od naszych hitów kinowych oczekujemy głębi. Oczekujemy, że nasi bohaterowie będą skomplikowani.
Ale wszystko zaczęło się tutaj.
Z detektywem Who





























