Billy Preston: klawiszowiec, który grał ze wszystkimi

12

Billy Preston nie tylko grał z największymi nazwiskami w historii rock’n’rolla. Zdefiniował ich brzmienie.

Amerykański muzyk był wzorowym wykonawcą sesyjnym. Mistrz klawiatury, który potrafił wpasować się w każdy układ rytmiczny. Nagrywał i koncertował z gigantami muzycznymi. Beatlesi. Rolling Stonesów. Sly i kamień rodzinny. Erica Claptona. Zadzwoń po dowolne imię. On tam był.

Ale Preston był kimś więcej niż tylko muzykiem drugoplanowym. Był odnoszącym sukcesy artystą solowym. Autor tekstów z własnym głosem. I zajmuje wyjątkowe miejsce w historii muzyki. Jest jedynym artystą solowym, któremu przypisuje się współautorstwo jednej z ich piosenek z The Beatles.

Ta współpraca pojawiła się w utworze „Get Back”.

Gra na organach Prestona na tym nagraniu była czymś więcej niż tylko akompaniamentem. Była integralną częścią. Nadała piosence skoczny rytm. Jej huśtawka. Jej dusza. Bez niego „Get Back” brzmi inaczej. Pewnie gorzej.

Jego wpływ był tak znaczący, że branża wreszcie go rozpoznała w 2021 roku. Został wprowadzony do Rock and Roll Hall of Fame. Nie jako drobny uczestnik. I jako filar gatunku.

Dlaczego jego historia jest dziś ważna?

Bo Preston udowodnił, że muzyk sesyjny może być niezastąpiony. Nie tylko wypełnił przestrzeń. On wyznaczał rytm. Wniósł precyzję gospel do muzyki rockowej i popowej.

Przypomnij sobie listę artystów, z którymi współpracował. Stonesi potrzebowali szorstkości. Clapton jest w bluesie. Sly jest w szoku. Preston dał z siebie wszystko.

Jego solowa kariera również obfitowała w hity. „Czy to będzie się kręcić w kółko”? „Nic z niczego”. Ale jego dziedzictwo nie leży tylko po jego własnych śladach.

Jest to zapisane w dokumentach, które dzięki niemu stały się legendarne.

Zagrał w kilku z najsłynniejszych utworów, jakie kiedykolwiek nagrano. Nie dlatego, że sam był sławny. Ale dlatego, że był świetny. Bezwarunkowo świetnie.

Teraz, gdy usłyszysz „Get Back”, posłuchaj organów. Usłysz to pchnięcie. To jest atrakcja.

To jest Preston.

Wprowadzenie do Rock and Roll Hall of Fame w 2021 roku nastąpiło późno. Ale to było słuszne.

Nie był tylko gościem. Był gościnną gwiazdą, która pozostała przez cały album.

Czy jest inny klawiszowiec, który z tak łatwością wywarł wpływ na tak wiele gatunków? Prawdopodobnie nie.

Jego wpływ trwa. Każda popowa płyta, która potrzebuje odrobiny rytmu. W każdym rockowym utworze wymagającym uniesienia.

Billy Preston nie potrzebował reflektorów. On je stworzył.