Rak występuje w rodzinie. Wciąż.
Wypadek? Zbieg okoliczności? Albo coś więcej?
1990 Siostra Rebecca miała 21 lat, kiedy zdiagnozowano u niej białaczkę.
Miałem 14 lat.
Podczas gdy boleśnie przechodziła chemioterapię,
Mama zachorowała na raka piersi.
Rebeka zmarła w ’94.
Wkrótce potem u mojego taty pojawił się rak jelita grubego.
A moja mama ma guza w drugiej piersi. Przeżyła, ale choroba pozostawiła ślady.
2009 Rak przełyku.
Trudna operacja. Ale choroba wróciła.
Sześć tygodni później zniknęła.
Szybkie przewijanie do przodu.
2020
U mojej drugiej siostry zdiagnozowano potrójnie ujemnego raka piersi. Agresywna forma.
Coś dzieje się nie tak.
Coś jest głębsze, niż się wydaje.
Została przebadana pod kątem mutacji BRCA.
Wynik: negatywny.
Lekarze postanowili jednak kopać głębiej.
Gen TP53.
Rzadki. I znacznie bardziej niebezpieczne niż BRCA.
Zespół Li-Fraumeni.
Jeśli masz tę mutację, gen, który ma hamować rozwój raka – „hamulec” organizmu – przestaje działać.
Kobiety, u których zdiagnozowano tę chorobę, są narażone na 90–100% ryzyko zachorowania na raka przez całe życie.
W jakimkolwiek organie.
Połowa z nich diagnozowana jest przed 30. rokiem życia.
„Gen nie działa.”
Kiedy mojej siostrze zaproponowano to badanie, nigdy nie słyszałam o zespole Li-Fraumeni.
Kto w ogóle słyszał?
Jej test dał wynik pozytywny.
Świat się zawalił.
Ponieważ choroba jest dziedziczna,
Zasugerowali, żebym i ja przystąpiła do testu.
Nie wahałem się ani chwili.
Nie dla siebie.
Żeby moja siostra nie musiała sama dźwigać tego ciężaru.
2022
Mam 47 lat.
Wynik: pozytywny.
Dziwne, ale poczułem ulgę.
Wreszcie.
Odpowiedzi.
Przyczyna krwi. Powód grobów. Przyczyna strachu.
Mój brat odmówił poddania się badaniu.
Nie potrzebował odpowiedzi.
Wybrał mgłę nieznanego.
Wybrałem kartę, która prowadzi przez ogień.
Diagnoza została postawiona. Życie się zmieniło.
Osoby z zespołem Li-Fraumeni nie śpią spokojnie.
Przez kilka miesięcy
Przeszłam obustronną mastektomię.
Chirurgia zapobiegawcza.
Chirurg usunął lewą pierś.
Znalazłem tam guzy.
Dwa rodzaje raka piersi in situ.
Na wczesnym etapie.
Wymuszony.
Wąska granica zdrowej tkanki.
Mieszkam w Sydney.
Przystąpił do australijskiego badania klinicznego.
Coroczne MRI całego ciała.
Poszukujemy guzów we wszystkich narządach.
Skan 2022: czysty.
2023
Oponiak o średnicy 9 mm.
Na oponie twardej mózgu.
Łagodny.
Ale panika była prawdziwa.
Teraz.
Co roku w listopadzie – MRI.
Skaniczność rośnie od lipca.
Cztery miesiące czekania.
Cztery miesiące wątpliwości: „Czy to naprawdę tym razem?”
„Czy to naprawdę jest guz, którego nie da się przeoczyć?”
Badania pomagają.
Uspokaja nawet w przypadku paranoi.
Znajduje raka, gdy jest jeszcze mały.
Na razie można to wyleczyć.
Moja siostra też dostaje coroczne badania MRI.
Przeżyła.
Dodaję warstwy czeków.
Coroczna wizyta u dermatologa.
Coroczne badania krwi.
Endoskopia co dwa lata.
Kolonoskopia co dwa lata.
Stwierdzono polipy. Usunięto.
Nietypowe komórki w przełyku.
Pod nadzorem.
Stale się sprawdzam.
Ramię boli?
Strach.
Czy to rak?
A może po prostu źle odebrałem pudełko?
Nie ma znaczenia.
Strach pozostaje.
Mój genetyk sugeruje mutację de novo u mojej matki.
Spontaniczny.
Nie odziedziczone po rodzicach.
Pojawił się przy urodzeniu.
Dano mi.
Nie mamy dzieci.
Łańcuch pęka tutaj.
Z nami.
Mój partner mówi:
„Zrób to, co należy zrobić”.
Tylko.
Niezawodny.
Żadnej rekonstrukcji.
Blizny nie są oznaką uszkodzenia.
To jest historia.
Pozostanę pozytywny.
Nie naiwny.
Realistyczny.
Moja szwagierka przeszła udar.
Każdy ma ranę.
W twoim przypadku może krwawić od środka.
Lub bądź widoczny z zewnątrz.
To nie ma znaczenia.
Wszyscy krwawimy.
Wszyscy się boimy.
Żyjemy z tym.
Życie to nie biały płot 🏡.
To wyboista ścieżka.
Ale podążamy za tym.
































