Liczby są niezaprzeczalne. Obecnie w Ameryce Północnej żyje więcej kojotów niż kiedykolwiek w historii. Ten boom nie jest mitem ani tymczasowym trendem. Jest to rzeczywistość biologiczna, która zmienia sposób, w jaki myślimy o krajobrazach miejskich i wiejskich.
Można by się spodziewać, że tak powszechna obecność wywoła panikę. Albo przynajmniej doprowadzi do rewizji stanu gatunku przez ekologów. Jednak Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody (IUCN) od 1996 r. utrzymuje status kojota jako „najmniejszej troski”. Gatunek kwitnie. Dostosowuje się. Robi to z tak cichą wydajnością, że ludzie często mylą to z uciążliwością.
Paradoks kwitnącego gatunku
Dlaczego jest to dla Ciebie ważne? Jest to ważne, ponieważ kojot nie jest już tylko stworzeniem na otwartej przestrzeni. Zamieszkiwał przedmieścia, pola uprawne i obrzeża miast.
Polowanie na zwierzęta domowe i zwierzynę łowną od dawna jest główną przyczyną prześladowań kojotów. Rolnicy znają tę wartość. Kojot nie tylko podnosi bezdomnego kurczaka. Może zniszczyć całe stada zwierząt gospodarskich. To bezpośrednie szkody gospodarcze podsycają głęboką, zakorzenioną niechęć.
Ale szkody nie ograniczają się do zwierząt.
Niszczenie upraw i bezpieczeństwo zwierząt
Skala konfliktu jest szersza, niż wielu przypuszcza. Nie chodzi tylko o drapieżniki polujące na swoją ofiarę. Mówimy o konkurencji o zasoby.
Kojoty rozwinęły upodobanie do owoców dostępnych na rynku. Dojrzałe arbuzy. Melony. Inne rośliny o miękkiej skórce. Zwijają owoce, żują skórkę i zjadają słodki miąższ. Reszta jest zmarnowana. To nie jest przypadkowe poszukiwanie jedzenia. Jest to ukierunkowane żywienie wysokokalorycznymi źródłami pożywienia, które są łatwo dostępne w pobliżu siedzib ludzkich.
„Kojoty od dawna są prześladowane za żerowanie na zwierzętach domowych i dzikich”.
W pobliżu miast dynamika ponownie się zmienia. Zagrożenie nie wynika ze szkód w uprawach. Pochodzi z niebezpieczeństwa dla towarzyszy. Zwierzęta pozostawione na noc na zewnątrz stają się bezbronne. Wiadomo, że kojoty zabijają i zjadają małe psy i koty. To nie są ataki spowodowane głodem. Są to oportunistyczne spotkania w przestrzeniach, w których dzika przyroda i ludzie zbyt blisko się pokrywają.
Dlaczego ataki na ludzi są rzadkie
Pomimo tych konfliktów ataki na ludzi są nadal niezwykle rzadkie. Kojot nie stanowi zagrożenia dla życia ludzkiego w takim stopniu jak niedźwiedzie czy kuguary. To drapieżnik, który nauczył się unikać bezpośredniej konfrontacji. Jest ostrożny. Jest przebiegły. I jest wszędzie.
Rozdźwięk pomiędzy percepcją a rzeczywistością jest oczywisty. Postrzegamy je jako szkodniki, niszczyciele naszych ogrodów i zwierząt domowych. Jednak z punktu widzenia ochrony przyrody jest to historia sukcesu. Gatunek niskiego ryzyka, którego liczebność rośnie. Przypomnienie, że przyroda nie tylko się regeneruje. Rozszerza się. Znajduje sposób.
Nie musi nam się to podobać. Nie musimy ich zapraszać do swoich domów. Ale kojoty nie znikną. Pytanie nie brzmi, czy zostaną. Pytanie brzmi, jak będziemy współistnieć z sąsiadem, którego coraz trudniej ignorować.




























