Wszyscy znamy ten scenariusz. Świetna książka, świetny film. „Nie ma kraju dla starych ludzi”. „Stąd do wieczności”. Przenośnik działa wtedy, kiedy powinien. Kiedy jednak film wreszcie powstaje, na półce z książkami tworzy się cmentarz literackich gigantów. W niektórych przypadkach autor uparcie odmawia sprzedaży praw. W innych przypadkach materiał jest zbyt gęsty, zbyt sztywny lub zbyt drogi do sfilmowania. To smutne. Naprawdę. Oto 10 książek, które warto przeczytać. Zacznijmy od najgłośniejszego imienia.
Dlaczego Mroczna Wieża jest za duża na film
Dziwne, prawda? Stephen King dał nam Carrie. „Ku-jo”. “Nędza.” Na ekrany przeniosły się także jego opowiadania „The Dead Zone” (w oryginale „Stand by Me” to literówka w źródle, oznaczające „To” lub inne, ale tutaj pozostawiono je jak w oryginale: „Stand by Me” i „The Green Mile”). Jednak jego arcydzieło, seria Mroczna Wieża, pozostaje uparcie nietknięte przez Hollywood.
Problemem jest skala. Serial opowiada historię Rolanda Deschaina, ostatniego rewolwerowca ścigającego postać Człowieka w Czerni przez rozległe, zdewastowane pustynie. To osiem powieści. To 4250 stron rozwoju świata. Ron Hovdan próbował złamać kod wiele lat temu. Oferowała filmy i seriale telewizyjne. W roli Rolanda obsadzono także Javiera Bardema. Ale studia rozważają koszty. Chcą wydać ponad 300 milionów dolarów. Wątpili. Dlatego Człowiek w czerni pozostaje na kartach książki.
„Korekty”: telewizyjny sen, który nigdy się nie spełnił
Nagrodzona National Book Award powieść Jonathana Franzena jest niezwykle zabawna. Jest napisana prosto z serca. Jest tak chaotycznie, jak w prawdziwej rodzinie. „Korekty” to wołanie o pomoc dysfunkcyjnego plemienia, które idealnie sprawdziłoby się w telewizji. HBO faktycznie tego próbowało. Chcieli, aby Anthony Hopkins zagrał głowę rodziny. Nie wyszło.
Scott Rudin nabył opcje filmowe w 2001 roku, ale nic z tego nie wyszło. Franzen miał swoje własne pomysły. W 2002 roku powiedział, że Gene Hackman powinien zagrać jego ojca, Alfreda. Nigdy nie dostaliśmy tego castingu. Nigdy nie widzieliśmy tego na ekranie. Struktura odcinków lepiej pasowała do serialu, ale nikt nigdy nie pociągnął za spust.
Czy naprawdę nie da się nakręcić „Take Time Away”?
Klasyczna książka Madeleine L’Engle została opublikowana w 1962 roku i nigdy nie była wyczerpana. Została odznaczona Medalem Newbery’ego. Zdobywca nagrody Lewisa Carrolla za półkę na książki. To historia dziewczyny o imieniu Meg Murry, której ojciec, naukowiec, znika podczas pracy nad tesseraktem.
Disney spróbował tego w 2003 roku i nakręcił film telewizyjny. Fani go nienawidzili. Powiedzieli, że Disney usunął tematy dla dorosłych i zrobił z tego serial dla dzieci. Ta książka to misja ratunkowa science fiction z planetami fantasy. Jest w tym też sporo fizyki kwantowej. Ta naukowa złożoność odstraszyła producentów. To nie jest tylko opowieść dla dzieci. Ona jest skomplikowana.
„Dobre książki oferują scenarzystom i reżyserom doskonały materiał do rozwijania ich filmów”.
Bariera realizmu magicznego: „Sto lat samotności”
„Sto lat samotności” Gabriela Garcíi Márqueza zmieniło zasady gry. To skarbnica literatury latynoamerykańskiej. Spopularyzował realizm magiczny, styl, w którym zjawiska nadprzyrodzone wydają się przyziemne. Powieść opisuje kilka pokoleń rodziny Buendia oraz powstanie i upadek Macondo.
Krytycy twierdzili, że film był zbyt trudny. Ale spójrz na „Amelie” i „Czekolada”. Oba filmy zdobyły Oscary za realizm magiczny. Ten styl działa na ekranie. Przeszkoda nie jest tu natury technicznej, ale prawnej. García Márquez nie pozwolił żadnej firmie produkcyjnej kupić praw. Książka jest nadal w druku. Film nigdy nie powstał.
Problemy z przemocą: „Bariera słoneczna”
Cormac McCarthy napisał „Drogę” i „To nie jest kraj dla starych ludzi”. Obydwa filmy wyszły genialnie. Jednak „Solar Barrier” (Blood Meridian) gromadzi kurz na półce. Książka została opublikowana w 1985 roku i wielu krytyków określiło ją jako arcydzieło McCarthy’ego.
Fabuła skupia się na nastolatku znanym jako „The Kid”. Dołącza do grupy indyjskich łowców skalpów i zabójców. To jest okrutne. To jest przemoc. Język jest napięty. Ton filmu jest rasistowski, jeśli chodzi o przedstawienie historycznych okrucieństw, które miały miejsce na granicy amerykańsko-meksykańskiej około 1850 roku. Producenci dbają o swoich widzów. Czy to za dużo? Dokładność historyczna nie pomoże w prezentacji sprzedażowej. Większość reżyserów zastanawia się, czy komukolwiek uda się dotrwać do końca.
„Wieża”: dlaczego epopeja Stephena Kinga nigdy nie trafiła na duży ekran
Miniserial telewizyjny „Wieża” z 1994 roku nie zrobił na widzach większego wrażenia. W rolach głównych wystąpili Gary Sinise i Molly Ringwald, a projekt został powszechnie uznany za porażkę. Jednak od publikacji książki w 1978 roku fani liczyli na pełnometrażową adaptację kinową. To arcydzieło Stephena Kinga – ogromna, 823-stronicowa książka zawierająca postapokaliptyczny horror i fantasy. Fabuła opowiada o walce dobra ze złem po tym, jak supergrypa unicestwia większość ludzkości.
Hollywood nieustannie próbuje złamać ten kod. Według plotek Warner Bros. promowało projekt pod okiem Josha Bonna w roli reżysera (znanego z filmu „Gwiazd naszych wina”). Ale nic oficjalnego nie zostało potwierdzone. Opinia branży? Projekt jest za duży. Nawet czterogodzinny czas trwania może nie odzwierciedlać pełnego zakresu historii.
„Konfederacja głupców”: przeklęta powieść
Konfederacja głupców zdobyła nagrodę Pulitzera. Powieść Johna Kennedy’ego Toole’a z 1980 roku jest prawdopodobnie jedną z najbardziej fascynujących książek, jakie kiedykolwiek napisano. Fabuła opowiada historię Ignatiusa J. Rileya, niezwykłego prostaka, który trafia do współczesnego świata Nowego Orleanu.
Reżyserzy rzucili kapelusze w wir walki: Harold Ramis, John Waters, Stephen Fry, Steven Soderbergh. Nikomu nie udało się zrealizować projektu. Soderbergh był najbliższy sukcesu: przygotowywał się do zdjęć, gdy huragan Katrina uderzył w Nowy Orlean. Produkcja zatrzymana. Później nazwał projekt przeklęty i skazany na niepowodzenie.
Wersja Rogera: niewykorzystany potencjał Updike’a
George Miller odniósł ogromny sukces dzięki filmowi Czarownice z Eastwick pod koniec lat 80. (z Jackiem Nicholsonem w roli głównej). Dlaczego więc inne powieści Johna Updike’a nie odniosły takiego sukcesu?
Wersja Rogera wydawała się oczywistym wyborem. Film, który ukazał się w 1986 roku, opowiada o frustracjach wieku średniego, pociągu seksualnym do młodych kobiet i istnieniu Boga. Krzyczy, że jest pretendentem do Oscara. Prawa zostały natychmiast zakupione, ale produkcja nigdy się nie rozpoczęła.
„Niewidzialny człowiek”: Zbyt intelektualny na film?
Nie mówimy o klasycznej science fiction H. G. Wellsa. Zostało to sfilmowane wiele razy. Mówimy o arcydziele Ralpha Ellisona z 1952 roku. Książka ta zdobyła nagrodę National Book Award w 1953 roku. Autorka bada stosunki rasowe i czarny nacjonalizm za pośrednictwem anonimowego narratora, który czuje się niewidzialny.
Spike Lee od lat próbował sfilmować tę książkę. Niektórzy krytycy uważają, że książka jest zbyt intelektualna dla kina. Inni uważają, że pomysł czarnego prezydenta w Białym Domu jest przestarzały. Debata trwa.
„Buszujący w zbożu”: Żelazne wrota Salingera
To prawdopodobnie najsłynniejsza książka, która nigdy nie doczekała się ekranizacji. Powieść J.D. Salingera z 1951 r. o Holdenie Caulfieldzie przyciągnęła uwagę Martina Scorsese i Sofii Coppoli. Salinger odmówił sprzedaży praw.
Miał dobry powód. Postać ta narzeka na hollywoodzki szum i nierealistyczne filmy. To bogata ironia. Wszyscy, od Jerry’ego Lewisa po Johna Cusacka, próbowali wdrożyć ten pomysł. Po śmierci Salingera w 2010 r. pojawiły się nadzieje: być może prawa się otworzą.
Phyllis Westberg szybko rozwiała te nadzieje. Jej wieloletni agent powiedział, że nie będzie żadnych zmian. Filmów nie będzie. Nie będzie telewizji. Nie będzie przedstawień teatralnych. Salinger uważał, że adaptacja będzie „sztuczna”. Brama pozostaje zamknięta.
